Co się dzieje z ciałem po maratonie?

Pokonanie dystansu 42 kilometrów i 195 metrów to nie tylko spektakularny triumf ludzkiej woli, ale przede wszystkim potężny kryzys fizjologiczny, któremu zostaje poddany ludzki organizm.

W trakcie kilkugodzinnego, nieprzerwanego wysiłku fizycznego każdy układ narządów – od krążeniowo-oddechowego, przez mięśniowo-szkieletowy, aż po odpornościowy i hormonalny – pracuje na skraju swoich możliwości adaptacyjnych. Przekroczenie linii mety i zawieszenie na szyi upragnionego medalu nie kończy jednak tego procesu.

W rzeczywistości to właśnie wtedy rozpoczyna się fascynująca, a zarazem niezwykle wymagająca faza powrotu do homeostazy. Co dokładnie dzieje się z ludzkim ciałem w minutach, godzinach i tygodniach po ukończeniu maratonu? Czas przyjrzeć się temu dokładniej!

Najbardziej odczuwalnym i bezpośrednim skutkiem przebiegnięcia maratonu jest głębokie uszkodzenie tkanki mięśniowej. Każdy krok stawiany na twardej, asfaltowej nawierzchni generuje obciążenie równe kilkukrotności masy ciała biegacza.

Przy średniej częstotliwości kroków oznacza to, że podczas całego biegu stopy uderzają o podłoże kilkadziesiąt tysięcy razy. Szczególnie destrukcyjne dla włókien mięśniowych pozostają skurcze ekscentryczne – występujące podczas zbiegów, gdy mięsień jednocześnie napina się i wydłuża, by zamortyzować uderzenie. W rezultacie w strukturze komórkowej mięśni dochodzi do powstania tysięcy mikrourazów – pękają błony komórkowe oraz struktury białkowe.

Organizm reaguje na te uszkodzenia natychmiastowym stanem zapalnym, który ma na celu usunięcie zniszczonych struktur i rozpoczęcie naprawy. To właśnie ten proces zapalny, a nie kwas mlekowy, odpowiada za tak zwaną „opóźnioną bolesność mięśniową”. Ból ten osiąga swoje apogeum między 24. a 48. godziną po biegu.

W trakcie maratonu głównym paliwem dla pracujących mięśni jest glikogen zgromadzony w wątrobie oraz w komórkach mięśniowych. Nawet przy optymalnym ładowaniu węglowodanami przed startem i regularnym przyjmowaniu żeli energetycznych na trasie, zapasy te ulegają niemal całkowitemu wyczerpaniu (zjawisko to biegacze określają mianem „zderzenia ze ścianą”, zazwyczaj w okolicy 30. kilometra).

Po przekroczeniu mety organizm znajduje się w stanie głębokiego deficytu energetycznego. Poziom glukozy we krwi gwałtownie spada, a regeneracja zasobów glikogenu staje się absolutnym priorytetem metabolicznym. Proces ten jest jednak powolny – pełna odbudowa rezerw glikogenu mięśniowego przy wysokowęglowodanowej diecie może zająć od 48 godzin do nawet kilku dni, ponieważ uszkodzone komórki mięśniowe mają przejściowo upośledzoną zdolność do magazynowania glukozy. Równolegle w ciele panuje burza hormonalna.

Przez wiele godzin biegu utrzymuje się ekstremalnie wysoki poziom hormonów stresu – kortyzolu i adrenaliny. Kortyzol – działający silnie katabolicznie – stymuluje rozpad białek w celu pozyskania energii (co dodatkowo osłabia mięśnie). Powrót profilu hormonalnego do normy wymaga wyciszenia układu współczulnego, co u wielu biegaczy manifestuje się problemami ze snem w pierwszej nocy po starcie.

Serce maratończyka wykonuje tytaniczną pracę, pompując krew bogatą w tlen przez kilka godzin bez przerwy. Bezpośrednio po biegu w osoczu krwi można zaobserwować przejściowe podwyższenie poziomu troponin sercowych – biomarkerów, które w medycynie są wskaźnikiem uszkodzenia mięśnia sercowego.

W przypadku maratonu nie jest to jednak objaw trwałego uszkodzenia, lecz efekt fizjologicznego przeciążenia i mikrourazów komórek serca, które w pełni regenerują się w ciągu kilkunastu dni u zdrowych osób. Poważnemu wyzwaniu stawiane są również nerki. W trakcie biegu – w celu chłodzenia organizmu – znaczna część krwi jest kierowana do naczyń skóry oraz do mięśni. Przepływ nerkowy może spaść nawet o 50-70%.

Dodatkowo, postępujące odwodnienie i utrata elektrolitów zmuszają nerki do maksymalnej resorpcji wody. Filtrowanie krwi utrudniają cząsteczki mioglobiny uwalniane z uszkodzonych mięśni. Jeśli biegacz dopuści do skrajnego odwodnienia, może dojść do przejściowego, ostrego uszkodzenia nerek. To właśnie dlatego tak istotne pozostaje mądre, stopniowe nawadnianie po biegu.

Wielu biegaczy łapie infekcję dróg oddechowych w ciągu kilku dni po ukończeniu biegu. Dlaczego? To bezpośrednia konsekwencja zjawiska zwanego w immunologii sportowej „otwartym oknem”. 

W trakcie biegu poziom komórek odpornościowych we krwi chwilowo wzrasta pod wpływem adrenaliny – jednak tuż po zatrzymaniu się, dochodzi do gwałtownego spadku liczby i aktywności limfocytów oraz komórek NK a także obniżenia stężenia immunoglobuliny A w ślinie, która stanowi pierwszą linię obrony przed wirusami.

Tego rodzaju stan obniżonej odporności może utrzymywać się od 3 do nawet 72 godzin po maratonie – organizm, skupiając wszystkie zasoby na naprawie zniszczonych mięśni i neutralizacji stanu zapalnego, staje się wysoce podatny na infekcje bakteryjne i wirusowe.

Przekonanie, że po kilku dniach – gdy mija ból mięśni – organizm jest już w pełni zregenerowany, to jeden z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych błędów popełnianych przez amatorów. Choć subiektywne samopoczucie może być doskonałe – na poziomie komórkowym odbudowa uszkodzonych struktur, przywrócenie pełnej gęstości mitochondrialnej oraz regeneracja układu nerwowego trwa znacznie dłużej.

Fizjolodzy sportu szacują, że pełny powrót do stanu homeostazy po maratonie trwa od 3 do 4 tygodni. W pierwszym tygodniu zaleca się całkowity odpoczynek od biegania – dopuszczalne są jedynie lekkie formy aktywności regeneracyjnej, takie jak spacery czy spokojne pływanie, które poprawiają krążenie i przyspieszają usuwanie produktów przemiany materii bez dodatkowego obciążania stawów.

Duże znaczenie ma też odpowiednia podaż pełnowartościowego białka oraz węglowodanów złożonych. Nie ulega wątpliwości, że maraton to wspaniałe, transformujące doświadczenie – ale też ogromny dług, jaki zaciągamy u własnego ciała.

Zrozumienie procesów fizjologicznych zachodzących po biegu pozwala nie tylko uniknąć kontuzji i przewlekłego zmęczenia – a przede wszystkim uczy głębokiego szacunku do niesamowitych możliwości adaptacyjnych ludzkiego organizmu.

O Autorze

Cześć! Nazywam się Monika Słomska, od ponad 35 lat bieganie jest moją codziennością, pasją i sposobem na życie.

Na swoim koncie mam już ponad 100 000 przebiegniętych kilometrów.
Jestem trenerką Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie.

Zdobyłam koronę sześciu największych maratonów świata – Abbott World Marathon Majors, a także sięgnęłam po tytuł Akademickiej Mistrzyni Europy na dystansie 10 km.

Największą satysfakcję daje mi wspieranie innych w odkrywaniu radości z biegania, właśnie dlatego stworzyłam RunForFun Academy.

Zapisz się na Newsletter

Dołącz do nas na Social Mediach

Przewijanie do góry